Wzmocniony Proces zdał egzamin! Szalona pogoń Kings! Dzieciak z Chicago pozamiatał Brooklyn! Nowy Czarodziej bohaterem stolicy! Buczenie w Nowym Orleanie.

New York Knicks (10-44) 103 – 120 Detroit Pistons (25-29)

Kozak meczu: Andre Drummond – 29 pkt, 20 zb. i 3 bl.

Być fanem Knicks, to bez jaj, abym nie poleciał za bardzo. Chłopcy do bicia z Big Apple zajechali dziś do Mo-Town, gdzie już w pierwszej kwarcie wyłapali 21 punktami i w ten sposób zakończyły się emocje w kolejnym meczu z ich udziałem. Choć Dennis Smith Jr. z rekordem kariery 31 punktów, to myślę, że jeśli w lato dołączą do Knicks jakieś wielkie nazwiska, Smith Jr. z miejsca stanie się 3 opcją w zespole.

Pistons zdominowali pierwszą polowę, w której dominował Drummond. Największy Tłok już w pierwszej połowie upokorzył Jordana, notując 20 punktów. Był to 9 mecz w sezonie, kiedy Andre uzbierał monster double-double na poziomie minimum 20 punktów i 20 zbiórek. Pistons po swoje.

Co dalej?

Knicks vs Raptors

Pistons vs Wizards

 

Denver Nuggets (37-18) 110 – 117 Philadelphia 76ers (35-20)

Kozak meczu: JJ Reddick – 34 pkt, 3 zb. i 3 as.

Naprawdę sporo emocji i fajne meczycho w Philly! Na parkiecie Sixers po raz pierwszy zadebiutował duet Harris & Boban, którzy bardzo szybko zdobyli swoje pierwsze punkty, dzięki czemu w moment zyskali sympatie kibiców Szóstek. Mimo, że w pewnym momencie gospodarze uciekli na kilkanaście punktów, 11 triple-double w sezonie Jokica, pozwoliło Nuggets odrobić straty.

Na dokładnie 5 minut przed końcem, mieliśmy remis po 101. Od tego momentu sprawy w swoje ręce wzięli Butler, Simmons oraz Proces, na co goście z Colorado nie znaleźli już odpowiedzi. Co ciekawe żaden z trio gwiazdorów Sixers, nie był głównym bohaterem, ponieważ ten tytuł należy się Reddickowi. Ten sympatyczny białasek został najlepszym strzelcem spotkania, do czego Harris, w debiucie dorzucił 14 punktów, a Philly pokonuję silnego rywala i teraz czeka na niedzielną bitkę z LeBronem i jego Lakers.

Sixers vs Lakers

Nuggets vs Heat.

 

Cleveland Cavaliers (11-44) 106 – 119 Washington Wizards (23-32)

Kozak meczu: Bobby Portis – 30 pkt, 6 zb. i 2 as.

Wygranie tego spotkania, było obowiązkiem drużyny z Dystryktu Kolumbii. Szczególnie, biorąc pod uwagę fakt wstydliwej porażki z Cavs, która miała miejsce 30 stycznia. Gospodarze w stolicy utrzymywali prowadzenie przez całe trzy kwarty. Kawalerzyści, powalczyli na przełomie trzeciej i czwartej ćwiartki. Było to jednak zbyt mało na dobrze dysponowany tej nocy Waszyngton. Czarodzieje przełamują serię trzech porażek. Pod nieobecność Johna Walla, kawał świetnej roboty wykonuje Bradley Beal. Wychowanek Florida State, od sześciu spotkań nie schodzi poniżej 23 punktów. W dzisiejszym spotkaniu, dorzucając double-double. Jednak nie on okazał się głównym bohaterem Wizards. Nowy nabytek organizacji, Bobby Portis, poleciał na poziomie 30 oczek z ławki! Były gracz Byków, pięknie wita się z nowym otoczeniem. Takie debiuty liga lubi najbardziej. Jedenaście zbiórek Jabari Parker, wsparte łącznie 29 punktami dwójki Green-Ariza. Trener Scott Brooks, na piątkę odrobił lekcję z ostatniej wpadki w Ohio.

Trzecia kolejna porażka Landu. Clevelenad, to klub któremu zwyczajnie opłaca się przegrywać. Po licznych stratach w ostatnim okienku, nie było można odmówić im walki w tym spotkaniu. Podwójna zdobycz Nance, siedemnaście punktów Nwaby i 24 oczka Clarksona z ławki. Raz jeszcze nie zawodzi wybór z ostatniego draftu. Młodziutki i zadziorny Collin Sexton, poleciał na poziomie 27 punktów w 38 minut. Imponująca szybkość śladami Foxa. W cieniu spotkania, najgłośniejszy powrót ostatnich tygodni. Po opuszczeniu równo 50 spotkań, na parkiet powrócił Kevin Love. Wybiegł w podstawowej piątce, schodząc po zaledwie sześciu minutach. Tęskniliśmy! Urazy Thomsona czy Osmana, jeszcze bardziej ułatwiają tankowanie.
Było to ostatnie w sezonie spotkanie tych drużyn. Stan rywalizacji remisowy.

Co dalej?

Wizards – wyjazd do Chicago.

Cavaliers – wyjazd do Indiannapolis.

 

Chicago Bulls (13-42) 125 – 106 Brooklyn Nets (29-28)

Kozak meczu: Lauri Markkanen – 31 pkt, 18 zb. i 2 bl.

A to niespodzianka! Muszę przyznać, że obstawiałem dziś spore lanie jakie od Nets otrzymają Byki z Chicago, a tu odwrotna historia. Bulls napadli twierdzę Brooklyn i pozytywnie zabawili się na ich terenie! Dominując od samego początku, zepsuli tym samym powrót do gry, Calvisa Leverta. Młody kocur Nets, powrócił błyskawicznie po bardzo poważnej kontuzji stopy i wyglądał świetnie. Podczas 14 minut, uzbierał 11 punktów i szybko pokazał, że będzie tylko lepiej.

Mimo tego Chicago rozegrali dziś jedno z najlepszych spotkań sezonu, a ich liderem okazał się ponownie dzieciak z Finlandii. Markkanen po raz 3 z rzędu poleciał na poziomie minimum 30 punktów i dzięki wsparciu nowego Byczka, Otto Portera oraz LaVine, zaskoczył z kumplami kibiców Brooklynu. Najważniejsze, Caris cały i zdrowy.

Co dalej?

Bulls vs Wizards

Nets vs Raptors.

 

Milwaukee Bucks (41-13) 122 – 107 Dallas Mavericks (25-29)

Kozak meczu: Giannis Antetokounmpo – 29 pkt, 17 zb. i 5 as.

Ligowy lider tabeli z najmniejszą liczbą porażek. Takie miano z pewnością zobowiązuje. Teksas zdobyty bez zbędnych ceregieli. Po remisowej pierwszej kwarcie, każda następna przebiegała pod dyktando gości z Wisconsin. Monstrualne double-double Giannisa. Grecki Świr rodem z Nigerii, zanotował aż 271 oczek, tylko w ostatnich dziewięciu spotkaniach. Po osiemnaście punktów Bledsoe i Brogdona, dwadzieścia oczek Lopeza i to wszystko pod nieobecność Middeltona. To szósta kolejna wygrana Kozłów. Jedna porażka w ostatnich trzynastu grach.

Ciężko przyzwyczaić się do nowej sytuacji kadrowej Dallas. Brak Barnesa, Jordana czy Matthewsa… to już zupełnie inny zespół, ze znikomymi szansami na ósemkę. Oczekiwanie na Łotysza, analogiczne do przybycia Gandalfa do Helmowego Jaru. Osamotniony Słoweniec, na poziomie 20 punktów. Doncic, dokłada spotkanie numer 27, w charakterze najlepszego punktującego klubu. Świetny wynik byłego gracza Realu, szczególnie biorąc pod uwagę status rookie. Udany debiut Treya Burke z ławki. Dziewiąty numer draftu 2013, notuje 18 oczek w 26 minut. Pierwsze spotkanie młodego Hardawaya w nowych barwach Mavericks, zasługujące jedynie na odnotowanie. Dodatkowo debiut Justina Jacksona. Były mistrz NCAA w barwach Północnej Karoliny, trafił do klubu prosto z Sacramento. Nie gaśnie mały skandalik po wytransferowaniu Barnesa w trakcie spotkania. Słowa krytyki dodał sam LeBron, negując takie działanie organizacji z American Airlines Center.

Co dalej?

Bucks – przyjazd Magic.

Mavericks – przyjazd Blazers.

 

Golden State Warriors (39-15) 117 – 107 Phoenix Suns (11-46)

Kozak meczu: Klay Thompson – 25 pkt, 6 zb. i 3 bl.

Zaczynało się pięknie, zakończyło się jak zawsze. W Talking Stick Resort Arenie, doszło do rywalizacji najlepszej i najgorszej drużyny Konferencji Zachodniej. Suns, jak Ty mnie zaimponowałeś w tej chwili…, cytując polskiego klasyka. Skazywane na pożarcie Słońca, rozbijało Warriorsów w pierwszej kwarcie, już nawet 26:9. Gospodarze, w otwartej wymianie przez następne dwie ćwiartki, wcale nie ustępowali drużynie Kerra. Najważniejsze dla losów spotkania, okazało się ostatnie pięć minut. Właśnie w tym czasie, Kalifornijczycy wyrywają zwycięstwo.

Double-double Aytona i Oubre. Panowie, bez szacunku do mistrzów na poziomie 48 punktów i 24 zbiórek. Po 19 punktów Bridgesa i Jacksona. Mimo braku Bookera i Warrena, ekipa Kokoskova wstydu nie przyniosła. Boli jednak największa w lidze dziura na pozycji silnego skrzydłowego. Dragan Bender, ośmiesza się już w kolejnym spotkaniu. Wizja Ziona lekiem na całe zło? Czas pokaże. Trzynasta z rzędu porażka, bez wyjazdowego triumfu od 27 grudnia. A miał być nowy Kobe i Shaq…

GSW nie zwalnia tempa. Po tym jak Proces zatrzymał serię jedenastu wygranych, wszystko wraca na przewidywane tory. Otwarcie trzeba przyznać jedno, nie był to dobry mecz aktualnych Mistrzów. Gospodarze z Arizony, napsuli sporo krwi przyjezdnym z Oakland. Cieszy przebudzenie szeroko krytykowanego ostatnio Klaya Thompsona. Snajper z Oracle Areny, zanotował 79 punktów w trzech ostatnich spotkaniach. Pełna synchronizacja z weekendem gwiazd. Dwadzieścia punktów Stephena, 21 oczek Kevina i Boogie z wkładem osiemnastu punktów. Draymond, w swoim stylu potwierdza, że przewinienia to jego drugie imię. Golden State, od osiemnastu spotkań z Suns nie zaznało porażki. To druga najdłuższa seria w historii NBA.

Co dalej?

Warriors – przyjazd Heat.

Suns – wyjazd do Suns.

 

Minnesota Timberwolves (25-30) 117 – 122 New Orleans Pelicans (25-31)

Kozak meczu: Anthony Davis – 32 pkt, 9 zb. i 3 bl.

A więc jednak! Po 2 tygodniach spekulacji, Anthony Davis zadebiutował…ponownie w Pelicans. A na poważnie, Davis powrócił po kontuzji i chcąc nie chcąc, dokończy sezon w barwach Nowego Orleanu. Mimo, że Davis już w pierwszej połowie uzbierał 24 punkty, otrzymał od kibiców sporo buczenia. Dodatkowo coach Gentry, zdecydował się nie wystawić Anthonego w 4 kwarcie, co nie przeszkodziło jemu w tym, aby zostać najlepszym graczem tego meczu.

Mimo, że na 100 sekund przed końcem Wolves doszli gospodarzy na zaledwie 2 punkty, to końcówka ponownie należała do Pelicans. W wywiadzie po meczu Davis stwierdził, że mimo buczenia kibiców, zamienił z nimi wiele pozytywnych dialogów, siedząc w 4 ćwiartce na ławie. Z pewnością nie będzie to łatwa przygoda, zarówno dla niego oraz całego zespołu, a jak to się mówi, na klatę i kozłujemy dalej! Za to prawdziwy kryzys w Minny, którzy nie wygrali od 4 spotkań.

Co dalej?

Pelicans vs Grizzlies

Timberwolves vs Clippers

 

Miami Heat (25-28) 96 – 102 Sacramento Kings (29-26)

Kozak meczu: Buddy Hield – 23 pkt, 7 zb. i 2 bl.

Dzienna dawka emocji, aplikowana z samego rana. Jako fan Kings (wymarły gatunek), życzę sobie regularnie takich poranków. Królowie, po sromotnym laniu w trzech kwartach, odrabiają aż 17 oczek! Wynik 96:96, na 1.35 przed zakończeniem. Od tego czasu, Heat nie zdobyło już punktu. Dwa pudła i trzy przewinienia Winslowa, wyraźnie pomagają gospodarzom. Fioletowy feniks ponownie powrócił z popiołów. Kawał widowiska po dwóch stronach parkietu. Trzy efektowne bloki Williego, szesnaście oczek Bogdanovica i 23 punkty Hielda. Bahamczyk, na chwilę obecną czwartym strzelcem ligi, pod względem celności zza łuku. Wyżej tylko Curry, Harden i George. Debiut Barnesa, na poziomie 12 punktów. Drużyna po długim czasie zyskała niskiego skrzydłowego z prawdziwego zdarzenia. Nadal boli utrata Shumperta. Iman, był Sławkiem Peszko szatni Sacramento. Kings, z jedną porażką w ostatnich dziewięciu spotkaniach w domowej arenie. Co ciekawe, obecny bilans na wschodzie zapewniałby pozycje numer sześć. To pokazuje siłę Konferencji Zachodniej. Jedno zwycięstwo dzieli drużynę od najlepszej ósemki.

Po efektownym triumfie w Oregonie, zimny prysznic w Golden 1 Arenie. Hassan Whiteside, od ośmiu spotkań najlepszym zbierającym ekipy z Florydy. Były gracz Sacramento, dokłada dziś kolejne double-double. Z pewnością nie tak wyobrażał sobie powrót do drużyny, w której debiutował.
Cztery trójki Waitersa, 21 punktów Richardsona i dziesięć zbiórek Winslowa. Dwyane Wade, w swoim ostatnim w karierze meczu w stolicy Kalifornii, na poziomie piętnastu punktów. Chłodny podmuch z Michigan, zaczyna zagrażać słońcu Florydy na pozycji numer 8.

Co dalej?

Kings – przyjazd Suns.

Heat – wyjazd do Oakland.

Zdjęcia: Źródło NBA
Wideo: Źródło YouTube/HH, YouTube/MS, YouTube/FD, YouTube/P76ers, YouTube/Nola

Redagował: Buzzer & Bartas

Oprawa graficzna: Padre

POLECANE