Made by Pop, czyli coraz lepszy DeRozan. Boston bije Pistons. No Davis i problem, Jazz fundują pierwszą porażkę Pelicans. Ciosy z dystansu decydują o losach starć w Philly i Miami. LaVine zagra w Meczu Gwiazd. Bucks nie odpuszczą Raptors.

Boston Celtics (4-2) 109 – 89 Detroit Pistons (4-1)

Kozak meczu: Marcus Morris – 18 punktów, 8 zbiórki i 1 asyst

Kiedy po pierwszej połowie meczu z Pistons duet Irving & Tatum trafił zaledwie 1 na 8 oddanych rzutów z gry, to można by pomyśleć, że Boston był w tym momencie nokautowany przez drużynę Tłoków.

Nic z tego, ponieważ siła Bostonu to nadmiar talentu na każdej pozycji. Mimo dramatu tych dwóch gwiazdorów, na pomoc przyszli koledzy, którzy głównie za sprawą Browna, Haywarda oraz Theisa, pobili Pistons 22 punktami do przerwy.

Po stronie Pistons, najsłabszy mecz sezonu ze strony Griffina, podczas 30 minut wykręcił zaledwie 7 punktów. Tym samym druga połowa niczego już nie zmieniła, a Celtics rozbili Tłoki na wyjeździe i doprowadzili do pierwszej porażki Pistons w sezonie.

 

Utah Jazz (3-2) 132 – 111 New Orleans Pelicans (4-1)

Kozak meczu: Ricky Rubio – 28 punktów, 6 zbiórki i 12 asyst

Do Nowego Orleanu zajechali dziś Jazz, którzy mieli ułatwione zadanie, ze względu na kontuzję łokcia Anthony Davisa.

Mimo, że w pierwszej kwarcie godnie Davisa zastępował Randle, to w tej drugiej gospodarze dosłownie stracili oddech, ponieważ Jazz zmietli ich w tej części 18 punktami.

Pod nieobecność Davisa w pomalowanym dominował Gobert, którego non stop obsługiwał Rubio!

Jedyny Pelikan, który stawiał dziś opór rywalom, Mirotic, zakończył mecz na poziomie 25 punktów, ale nie pomogło to obronić swojego parkietu.

Pelicans bez Davisa to całkiem inna bajka, co udowodnili dziś Jazz, nokautując ich ostatecznie 132-111.

 

Chicago Bulls (2-4) 97 – 85 Atlanta Hawks (2-3)

Kozak meczu: Zach LaVine – 27 punktów, 11 zbiórki i 3 asyst

Trudno opisywać pierwszą połowę tego spotkania. Dlaczego? A no dlatego, że oba zespoły zakończyły swoje popisy w tej części na poziomie w ataku, 33% Bulls, oraz 26% Hawks.

Jakimś cudem, mimo takiego koszmaru w ataku, to Jastrzębie zeszli do szatni na 3 punktowym prowadzeniu. Po przerwie Atlanta nie poprawiła się i kontynuowała swój dramat w ataku, ale tym razem poprawili się Bulls.

Zach LaVine po raz kolejny pokazał, że mocno powalczy o występ w Meczu Gwiazd i raz jeszcze został najlepszym strzelcem swojego zespołu, 27 punktów. Tym samym Chicago przejęli ten mecz w końcówce i ostatecznie wyjechali z Atlanty z tarczą w ręku.

 

Indiana Pacers (4-2) 119 – 107 Cleveland Cavaliers (0-6)

Kozak meczu: Bojan Bogdanovic – 25 punktów, 3 zbiórki i 2 asyst

W Ohio przeciwko Pacers nie wybiegł dziś Kevin Love. Lider Cavs pauzuje z powodu urazu stopy, co dodatkowo osłabia i tak najsłabszą już drużynę Konferencji Wschodniej.

Mimo tego Cavs dosyć pozytywnie długo wymieniali ciosy z dużo silniejszym rywalem, w szeregach których świetne zawody rozgrywał duet Oladipo & Bogdanovic.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie, ambitnie walczący w ataku Cavs nie potrafili powstrzymać w obronie Pacers. Indiana zakończyła na poziomie 64% z gry i poszła po prostu po swoje. Czy to już czas na tankowanie Kawalerii…?

 

Charlotte Hornets (3-4) 103 – 105 Philadelphia 76ers (3-3)

Kozak meczu: Joel Embiid – 27 punktów, 14 zbiórki i 2 bloki

W Philadelphii piękny pojedynek na początku starcia w meczu, podczas którego Sixers mierzyli się z Hornets.

Dzięki wariatowi Walkerowi, wspieranemu przez debiutanta Bridgesa, który z ławki uzbierał w pierwszej połowie już 12 punktów. Tym samym Sixers schodzili na przerwę z zaledwie 1 punktem przewagi. Po wznowieniu gry scenariusz identyczny, czyli ciąg dalszy wymiany z obu stron. Bardzo zespołowa gra Sixers vs szalony szerszeń Waker.

Emocje do samego końca, a o wszystkim zadecydowały dwie szybkie trójki Reddicka oraz Covingtona, które na 2 minuty przed końcem podcięły ostatecznie skrzydła Hornets.

Liderem Philly raz jeszcze Embiiid, 27 punktów i 14 zbiórek. Szkoda po raz kolejny Hornets w końcówce.

 

Portland Trail Blazers (3-2) 111 – 120 Miami Heat (3-2)

Kozak meczu: Goran Dragic – 28 punktów, 3 zbiórki i 5 asyst

Po tym jak Blazers pokonali Magic pozostali w okolicy, aby zdobyć za jednym razem całą Florydę! Problem w tym, że Miami nie zamierzali się ukłonić i postawili Portland wysoko poprzeczkę.

W pierwszej połowie jedynie Lillard podniósł rękawicę, a i tak to nie on gwiazdorzył na parkiecie. Głównym aktorem pierwszych 24 minut był bowiem Dwyane Wade, który w tym czasie szalał z ławki na poziomie 18 punktów do przerwy, dzięki czemu Heat odjechali na 15 punktów.

Po przerwie swoje ofensywne show kontynuował Lillard, a Blazers ruszyli w pogoń, która wyprowadziła ich na prowadzenie!

Choć tak świetnie grający w pierwszej połowie Heat roztrwonili prowadzenie, to raz jeszcze ogarnęli się w końcówce. Na niecałe 3 minuty przed końcem, Heat odpowiedzieli Blazers tym samym. Kolejne trójki Dragica i Richardsona ostatecznie zadecydowały o zwycięstwie Heat, którzy tym samym pomścili kolegów z Florydy, Magic.

Bohaterem Dragic, 28 punktów, który zepsuł strzeleckie popisy Lillarda, 42 punkty.

 

Phoenix Suns (1-4) 96 – 117 Memphis Grizzlies (3-2)

Kozak meczu: Marc Gasol – 19 punktów, 8 zbiórki i 3 asyst

Co raz gorsze nastroje w Phoenix, w szeregach których na zdrowie po raz kolejny narzeka Booker. Po tym jak Devin powrócił do kontuzji reki, dziś pauzował przeciwko Grizzlies ze względu na uraz uda. Z tego powodu to właśnie Memphis szybko przejęli parkiet i szybko rozpoczęli destrukcję gości z Arizony.

Przewaga, która momentami sięgała 30 punktów różnicy, szybko zgasiła słońce Phoenix. Tak naprawdę emocji już żadnych nie zobaczyliśmy, a po stronie Suns jedynie Ayton próbował cokolwiek od siebie. Popularne Niedźwiadki bez problemu u siebie biją Phoenix.

 

Orlando Magic (2-4) 91 – 113 Milwaukee Bucks (6-0)

Kozak meczu: Giannis Antetokounmpo – 21 punktów, 7 zbiórki i 1 blok

Nie ma mocnych na Bucks! Fear The Deer pełną gębą. Antek nie odpuszcza Rators i łeb w łeb, prowadzi z nimi walkę o koronę Wschodu. Dzisiejszą ofiarą Bucks okazali się Magic, którzy nie mieli za wiele do gadania w tym meczu.

Groźna sytuacja w meczu, podczas której głowami zderzyli się Gordon z Giannisem. Na szczęście obaj powrócili na parkiet i obyło się tym razem bez dramatów.

Ostatecznie zespołowa gra gospodarzy pozwoliła bez problemu ograć Magic, dzięki czemu Milwaukee notuje 6 zwycięstwo w sezonie, a Antek bez ściemy wchodzi do walki o MVP.

 

Los Angeles Lakers (2-4) 106 – 110 San Antonio Spurs (3-2)

Kozak meczu: DeMar DeRozan – 30 punktów, 12 zbiórki i 8 asyst

Do San Antonio na rewanż po porażce z przed 4 dni zajechali Lakers! Do składu ekipy z LA powrócił zawieszony Rondo, ale ostatecznie zasiadł na ławce. Coach Walton postanowił docenić grę w ostatnich meczach Lonzo Balla i postanowił nie zmieniać tego, co sprawdziło się przeciwko Nuggets.

Lakers bardzo długo kontrolowali przebieg pierwszej połowy, uciekając w pewnym momencie na 14 punktów. Świetnie ponownie z ławki Stephenson, który obok LeBrona najbardziej pasuje do stylu show time, tworząc swoje własne spektakle.

Lepsza gra gospodarzy przed przerwą, pozwoliła Spurs zmniejszyć przewagę do 6 punktów. W 3 ćwiartce, głównie za sprawą ławki rezerwowych Spurs, mały run 10-0 pozwolił odrobić straty do zaledwie 1 punktu, po czym gospodarze poszli za ciosem, wychodząc na prowadzenie na 10 minut przed końcem tego spotkania.

Od tego czasu trio doświadczonych graczy Spurs, DeRozan, Aldridge i Gay, pozwoliło na kontrolowanie tej ostatniej części meczu aż do momentu, kiedy w ostatnich 90 sekundach, na 7 punktowy serial pozwolili sobie Lakers.

Tym samym Spurs musieli znaleźć bohatera, którego znaleźli w postaci DeRozana! Dziś poszalał on na poziomie 30 punktów, 12 zbiorek, 8 asyst. Po stronie Lakers ponownie zabrakło ognia w końcówce, choć trzeba im oddać, że walczyli do końca.

LeBron z dorobkiem 35 punktów, musiał po raz 2 w ciągu 4 dni uznać wyższość Spurs. Fajne meczycho i emocje do końca a 110-106 wygrywają Spurs!

LeBron James przesunął się na 6 miejsce wśród najlepszych strzelców w historii NBA i wyprzedził Dirka Novitzkiego.

POLECANE