Hey! Hey! Tu Buzzer NBA, czyli Griffin bez piątaka dla byłych kumpli, Powrót Mr.Miami, Lillard Show oraz Bitwa o Chicago pomiędzy byłym, a obecnym Bykiem!

LA Clippers (28-25) 108 – 95 Detroit Pistons (27-27)

Kozak meczu: Lou Williams – 26 punktów, 4 zbiórki i 6 asyst

W Detroit doszło do pierwszego w karierze Griffina starcia pomiędzy jego nową ekipą Pistons, a byłymi kolegami z Clippers! Już na rozgrzewce widac było, że Blake naładowany jest energią jak puszka Red Bulla. Obie ekipy dodatkowo przystępowały do tego meczu bez przegranej od tej pamiętnej wymiany z zeszłego miesiąca. Pierwsza kwarta to wymiana ciosów z obu stron, w której nie zabrakło niezdrowej atmosfery, kiedy to Bradley i Griffin tłumaczyli sobie kilka rzeczy w mało wybredny sposob. Nie ma co ukrywać, że kiedy dodatkowo po kontuzji powrócił Gallinari, to strzelby ekipy Clippers wyglądają naprawde dobrze. Po kontuzji powrócił również Rivers, dzięki czemu goście naprawdę dobrze wyglądali dziś w Detroit. Griffin robił co mógł, aby nie zejść z parkietu pokonany, wykręcając 19 punktów, 8 zbiorek, 6 asyst, ale przy nie najlepszej skuteczności 36%. Jeszcze słabiej wyglądało to ze strony Drummonda, który dziś bardzo skromnie na poziomie 12 i jeszcze gorszym procencie. Kluczowym momentem tego spotkania okazała sie 4 kwarta, ktorą goście z LA wygrali roznicą 16 punktów. Ojcem tego zwycięstwa ponownie został Sweet Lou Williams, który 20 ze swoich 26 punktów, zdobył w drugiej połowie. Słabe zachowanie po meczu Griffina, ktory po końcowej syrenie, nie zdecydował sie przybić piątki byłym kolegom, tylko od razu udał sie do szatni, Come on Blake, You are better than that…

 

New Orleans Pelicans (28-26) 82 – 100 Philadelphia 76ers (27-25)

Kozak meczu: Joel Embiid – 24 punktów, 16 zbiórki i 2 przechwyty

W Philadelphii dwie nokautujące ćwiartki roztrzygnęły szybko starcie pomiędzy gospodarzami a gośćmi z Pelicans. Dramatyczna skuteczność, plus brak odpowiedzi na duet Embiid & Saric, to główne przyczyny tej dotkliwej porażki Pelicans. Już w pierwszej kwarcie sam Embiid zdobył 16 punktów, przy 14 całej drużyny Pelicans. Od czasów kontuzji Cousinsa, wciąż brakuje ogniwa, które wesprze Davisa. Zarowno Rondo, jak i Holiday, nie potrafią udźwignąć choć małego skrawka ciężaru gry, jaki spoczywał na Demarcusie. Mirotic, w którym widać duże chęci do przejęcia tej roli, dziś na słabym procencie, zresztą jak cała ekipa Pelicans. Po drugiej stronie uśmiechnięty od ucha do ucha Embiid, który kiedy zdrowy, to kieruje Sixers do kolejnego zwycięstwa u siebie, dominując nad starszym Davisem.

 

Cleveland Cavaliers (32-22) 123 – 107 Atlanta Hawks (17-39)

Kozak meczu: LeBron James – 22 punktów, 12 zbiórki i 19 asyst

Na ławce komentatorskiej Koby Altman, GM Cavs, trochę w roli rzecznika prasowego, a trochę jako zbawca z Cleveland. Niełatwa rola, szczególnie w tym sezonie. Cavs w eksperymentalnym składzie, bo i co lepszego uskładać można z połowy drużyny. Clarckson i Nance Jr gdzieś się po hali kręcili, ale na parkiecie się nie pojawili. Na niskim skrzydle Cedi Osman. Dajcie grać temu chłopakowi, bo chociaż brody jeszcze nie wyhodował, to serducho do gry ma wielkie. Prędzej płuca wypluje, niż jakąś piłkę odpuści. LeBron z przewagą fizyczną nad obrońcami Hawks, szybko nabił kilka punktów i zaczął rozdawać asysty. Widzieliście podanie do Korvera? Po pierwszej kwarcie najlepiej zbierającym.. PG zwany Jose Calderon. Defensor z niego żadny, 12 pkt wbił mu w 8 minut Dennis z blond włosami, ale przy wysłanym do Lakers Thomasie, wyglądał jak Gary Payton z najlepszych czasów. 2 kwarta to popis Kyla Korvera. Rozrzucał się niczym Steph Curry, kojarzycie gościa? Atlanta trzyma wynik dzięki dobremu procentowi z dystansu, ale gra w ataku jakoś bez pomysłu. Cavs nieżle w obronie podkoszowej, nawet Tristan Thompson grał jakby kazali mu oddać 80 zarobionych baniek przy podpisaniu ostatniego kontraktu. Hawks niekonsekwentni w ataku, jeżeli 2 razy zadziałało, to szukamy innej opcji…  Po co punktować co akcję. W obronie zagęścili linię 3 punktów, to jak feniks z popiołów wyrósł Jeff Green. Kilka akcji z rzędu i szybkie 10pkt na koncie. Do przerwy minimalna przewaga Cleveland, którzy rzucają na 62% skuteczności.

Ps. Zawsze wiedziałem, że kiss cam to zła rzecz. Dwa razy chłop odmówił buziaka, to za trzecim razem musiał uklęknąć i pierścionek wręczyć… świeć Panie nad Jego duszą. Taki był młody…

3 kwarta rozpoczyna się od wymiany ciosów. Jeff Green, Dennis Schroeder, Kyle Korver, Dennis Schroeder. Chociaż nasz zachodni sąsiad punkty łapie z łatwością, to liderem asyst nigdy nie będzie, a na pewno nie w tym składzie, bo naturalnie rzucać nie ma komu oprócz niego. Końcówka tej części gry to hirurgiczna precyzja Korvera. 4 rzuty trzypunktowe z kolei, w tym buzzer beater i Cavs odjechali gospodarzom. W ostatniej części gry z Hawks uszło powietrze, wynik nie do złapania, kilkanaście punktów z rzędu Cleveland zakończyło mecz. Box score Atlanty nie wygląda najgorzej, ale większość nabita w tzw. garbage time. Hawks nie istnieli w drugiej połowie. Jedyny jasny punkt, to ten na głowie Schroedera, a i on w całości również. Po stronie Cavs 30pkt Korvera i 24 Jeffa Greena, obu z ławki. Ich obecność w rotacji Cavaliers jest kluczowa dla powodzenia druzyny. 38 minut na parkiecie spędził Cedi Osman, w tym czasie ustanawiając rekord kariery z 16pkt. Dołożył do tego 6 zbiórek, 5 asyst i 3 przechwyty, a w obronie nie odstępował na krok. Double-double Thompsona i pierwszy od dawna dobry mecz w jego wykonaniu. 10pkt/11zb w 30 minut. LeBron cały mecz gdzieś na uboczu, nie angażując się w atak tak bardzo, jak zwykle. I tak chodząc po parkiecie i rozrzucając piłki na lewo i prawo skompletował kolejne triple double w karierze okraszone 17 asystami ( 22/12/17). Łajba zwana Cavaliers tonie od 2 miesięcy, ale tym meczem udowodnić chcieli, że na dno jeszcze nie idą.

 

Indiana Pacers (31-25) 97 – 91 Boston Celtics (40-17)

Kozak meczu: Victor Oladipo – 35 punktów, 10 zbiórki i 5 przechwytów

W Bostonie kibice zgromadzeni w hali, mogli podziwiać starcie pomiędzy Irving vs Oladipo! Goście z Pacers przyjechali mocno zmotywowani i zaatakowali ostro już od pierwszych minut tego spotkania! Celtics wyglądali na zaskoczonych obrotem spraw na parkiecie i ze wzgledu na fatalną skuteczność, zeszli na przerwę rozbici roznicą 21 punktów! Już nie jeden raz ekipa Irvinga pokazała, że łatwo się nie poddaje. 3 kwarta po prawdziwa pogoń wyniku i koncert gry gospodarzy, którzy dodatkowo dzięki dalekiej trójce Roziera na koniec tej kwarty, doszli Pacers na zaledwie 4 punkty! Celtics poczuli krew i na niecałe 5 minut przed końcem po kolejnej trójce, tym razem Horforda, po raz pierwszy w tym meczu wyszli na jednopunktowe prowadzenie! Niestety na niekorzyść Celtics, kolejne wielkie zawody rozgrywał Oladipo! To właśnie jego akcja, w stylu Irvinga, na około 1:37 przed końcem rozstrzygnęła to spotkanie na korzyść Pacers. W samej końcówce Oladipo zdobył 6 ze swoich 35 punktów, dzięki czemu to gracze z Indianapolis świętowali tak ważne zwyciestwo na wyjedzie! Olek to All-Star pełną gębą!

 

Milwaukee Bucks (30-24) 85 – 91 Miami Heat (30-26)

Kozak meczu: Tyler Johnson – 19 punktów, 6 zbiórki i 3 asyst

W Miami wszystkie oczy skierowane były tylko w stronę jednego Pana! Dwayne Wade powrócił do swojego koszykarskiego domu, z czego zaciesza chyba cała planeta! Trochę nie zrozumiały dla mnie jest fakt, że Wade nie wybiegł na parkiet w pierwszej piątce, ani nie doczekał się wielkiej prezentacji, na którą osobiście czekałem. Ale nieistotne, ważne że jest i tyle w temacie. Moment owacji na stojąco nadszedł na 5 minut przed końcem pierwszej kwarty, kiedy to Wade wyskoczył z ławki i pojawił sie na parkiecie.

Nie ma co ukrywać,  nie był go efektowny powrót Wade do składu Heat, ponieważ bohater Miami tylko 1 celny rzut z gry, na 6 oddanych, ale za to Wade z kluczową czapką na Bledsoe, która powstrzymała pogoń Bucks w ostatniej kwarcie. To własnie Wade powstrzymał Bledose na 31 sekund przed końcem, dzięki czemu Bucks nie doszli Heat na zaledwie 2 punkty! Po chwili trójka Ellingtona zakończyła sprawę i Heat świętują zwyciestwo nad Antkiem! Decydująca, jak się okazało była 3 kwarta, w której gospodarze roznieśli Bucks 8-30! Witamy z powrotem Wade!

 

Denver Nuggets (29-26) 104 – 130 Houston Rockets (41-13)

Kozak meczu: Clint Capela – 23 punktów, 25 zbiórki i 2 bloki

W Houston kolejny popis i koncert gry ze strony Rockets, którzy rozbili u siebie Nuggets. Tym razem broń gości, jaką jest rzut z dystansu zawodników pierwszej piątki, całkiem zawiódł! Jedynie Jokic rozegrał ten mecz na swoim poziomie, choć przebywał na parkiecie zaledwie 21 minut. Po drugiej stronie parkietu gospodarze na luzie, z uśmiechem na twarzy robili swoje. Najwięcej pozytywnego paliwa rakietowego wypił dziś Capela, ktorzy odpalił silniki na poziome 23 punktów i 25 zbiórek! Oczywiście nie mogło zabraknąć wsparcia ze strony Hardena, który dołożył od siebie 28 punktów, 7 zbiorek i 11 asyst, co ostatecznie pomogło Rockets łatwo odprawić Nuggets.

 

Charlotte Hornets (23-32) 94 – 106 Utah Jazz (27-28)

Kozak meczu: Donovan Mitchell – 25 punktów, 6 zbiórki i 4 asyst

Utah Jazz nie zamierzają zwalniać tempa, odnosząc 8 zwyciestwo z rzędu! Tym razem ofiarami Jazz padły Szerszenie z Charlotte. Niestety kontuzji biodra w tym meczu doznał Ricky Rubio i narazie nie ma oficjalnych informacji, jak groźny jest to uraz. Pod jego nieobecność ciężar gry, szczególnie w drugiej połowie, wziął na siebie Mitchell, który zakończył spotkanie z dorobkiem 25 punktów. Joe Ingles, rownież na plus, a jego 23 punkty bardzo pomogły, aby pokonac Hornets. Po raz kolejny Gobert przypomniał jak dobrym obrońcą potrafi być w pomalowanym. Nie tylko zatrzymał Howarda na poziomie 5 punktów, ale dodatkowo Howard wyleciał za 6 przewinień, nie radząc sobie tym razem z francuskim centrem gospodarzy. Miejmy nadzieję, że kontuzja Rubio to nic groźnego, ponieważ melodia Jazz ostatnio wyjątkowo dobrze wpada w ucho!

 

Minnesota Timberwolves (34-24) 113 – 114 Chicago Bulls (19-35)

Kozak meczu: Zach LaVine – 35 punktów, 5 zbiórki i 2 przechwyty

Ale to było dziś meczycho w Chicago… Do wietrznego miasta powrócił Jimmy Butler, który postanowił solidnie przypomnieć się fanom Bulls. Jimmy, który dopiero co stoczył niesamowity bój z LeBronem, dziś podobny bój toczyl z LaVine. Obaj Panowie chcieli udowodnić coś sobie, ponieważ to właśnie oni byli głównymi elementami wymiany, podczas której zmienili swoje otoczenie. Wyrównana pierwsza kwarta, po której mocniej przycisnęli goście, i to właśnie Wolves schodzili do szatni z 11 punktową przewagą. 3 ćwiartka to popis młodych Bulls, dzięki czemu do końca oglądaliśmy wspaniałe widowisko! 1:20 przed końcem po punktach byłego Byka Gibsona, goście objęli 5 punktowe prowadzenie i wszystko wskazywało, że Gibson, Butler oraz Coach Thibbs, wyjadą z tarczą z parkietu byłej drużyny. W tym momencie sprawy wziął w swoje ręce LaVine, który najpierw wjechał pod kosz, a chwilę później odpalił trójeczkę i na tablicy widniał remis! Z drugiej strony bohaterem chciał i mógł zostać Butler, który na 21 sekund przed końcem wyprowadził Wolves na prowadzenie! Thriller trwał na dobre, ponieważ na 18 sekund przed końcową syreną, LaVine faulowany był przez Butlera, dzięki czemu stanął na lini osobistych i wykorzystał wszystkie trzy próby, wyprowadzając Chicago na 1 punktowe prowadzenie. Rzuty na 3 Townsa oraz Butlera już nic nie zmieniły i to LaVine dziś na ustach wszystkich w Chicago! Butler, mimo takich pięknych bojów, musiał uznać wyższość zarówno LeBrona, jak i dzisiaj LaVina, ale i tak czapki z głów po tych fenomenalnych dwóch meczach w jego wykonaniu!

 

Portland Trail Blazers (31-25) 118 – 100 Sacramento Kings (17-37)

Kozak meczu: Damian Lillard – 50 punktów, 1 zbiórki i 6 asyst

W Sacramento prawdziwe ofensywne show Lillarda, który dosłownie oszalał, włączając tryb playstation! Lillard w trybie Lider Blazers eksplodował w wygranym meczu przeciwko Kings na poziomie 50 punktów, 6 asyst, 3 przechwytów w trzy kwarty, łącznie przebywając na parkiecie zaledwie 29 minut! W samej tylko trzeciej ćwiartce zaliczył 22 punkty, tyle samo co w tym czasie zdobyła cała drużyna Kings. Dzięki temu Blazers wygrywają łatwo z Kings, w szeregach których aż 7 graczy z podwójna zdobyczą. Jak widac na samego Lillarda było to za mało!