Hey, Hey Tu Buzzer NBA, czyli dramat PorzinGoda i całej Ligi, Park Jurajski przegonił Celtics, West & PG13 zdobywają Oakland!

Cleveland Cavaliers (30-22) 98 – 116 Orlando Magic (17-36)

Kozak meczu: Jonathon Simmons – 34 punktów, 7 zbiórki i 2 asyst

Słoneczne Orlando miało być dziś miejscem, gdzie LeBron i spółka poprawią sobie humory i odniosą pewne zwyciestwo przeciwko mocno osłabionym Magic. Pierwsza połowa potwierdziła, że Kawaleria nie ma zamiaru wyjeżdżać z Orlando na tarczy, dzięki czemu do szatni na przerwę schodzili z przewagą 16 punktów. To co wydarzyło sie w 3 kwarcie, komentowane będzie przez wiele miesięcy. Często rezerwowy w tym sezonie Simmons, którego kilka lat temu odkrył dla świata Coach Popovich, znokautował dosłownie ekipę przyjezdnych, zdobywając samodzielnie w tej części gry 22 punkty. Dodatkowo skromne 22 punkty to był dorobek całej drużyny Cavs w tej ćwiartce. Simmons, wspierany przez kolegów, odwrócił losy tego spotkania, a ta 3 kwarta ostatecznie zakończyla się pogromem Kawalerii 22-41. Ostania część meczu to już prawdziwy dramat LeBrona i całego zespołu Cavs. Goście z Ohio dosłownie wywiesili biała flagę i zdobyli zaledwie 9 punktów, które ostatecznie kompromitują cały zespół.

Ciężko mi na to patrzeć, bo myslałem, że gorzej być nie może, a tu proszę. W drugiej połowie zaledwie 31 punktów, przeciwko tak osłabionej drużynie jak Magic… Brawo Simmons i całe Orlando.

 

Boston Celtics (39-16) 91 – 111 Toronto Raptors (37-16)

Kozak meczu: Kyle Lowry – 23 punktów, 8 zbiórki i 4 asyst

W Kanadzie doszło dziś do pojedynku na szczycie Wschodu! Raptors podejmowali Celtics, a każda z drużyn przystępowała do tego meczu w najsilniejszych składach. Po kontuzji,  w pierwszej piątce Celtics wybiegł Irving, który nie mógł sobie odpuścić możliwosci gry w tak prestiżowym meczu. Niestety mecz ten bardzo szybko stał się jednostronnym widowiskiem, ponieważ gospodarze z północy postawili dziś Celtics bardzo trudne warunki. O wszystkim zadecydowała głównie 2 kwarta, którą Raptors wygrali różnicą 17 punktów.

Głównym aktorem widowiska okazał się Lowry, który oprócz swoich 23 punktów dołożył 8 zbiórek. Warto wspomnieć również o bardzo dobrym występie z ławki Milesa, który w zaledwie 15 minut zdobył 20 punktów, w tym 5 razy za trzy. Po raz kolejny ławka rezerwowych Raptors robi robotę i osobiście uważam, że to najlepsza  ławka w lidze. Po stronie Celtics zawiedli dzis głównie Horford oraz Tatum, ale nie ma co się dziwić. Każdemu w końcu może trafić się gorszy mecz. Najwazniejsze, że Celtics w pełnym zdrowiu, a Irving który dziś na poziomie 17 punktów, potrzebuje odrobiny wiecej czasu, aby zrzucić rdzę po kontuzji z ostatnich dni. Na dziś Raptors pokazali, że wschód może należeć własnie do nich.

 

Memphis Grizzlies (18-35) 82 – 108 Atlanta Hawks (17-37)

Kozak meczu: Dennis Schroder – 22 punktów, 3 zbiórki i 5 asyst

Nie za bardzo jestem w stanie zrozumieć tego, co dzieje się w Memphis. Oficjalnie wiele źródeł potwierdza, że Marc Gasol nie opuści zespołu podczas najbliższych 48 godzin, a z drugiej strony skromne 19 minut jakie zagrał podczas gwałtu, jaki zafundowała dzis Grizzlies Atlanta, daje wiele do myślenia. W drużynie gości zaledwie jeden gracz przekroczył granicę 10 punktów. Gospodarze chyba sami byli zaskoczeni faktem, jak łatwo oddali im zwyciestwo Grizzlies. 

 

Houston Rockets (39-13) 123 – 113 Brooklyn Nets (19-36)

Kozak meczu: James Harden – 36 punktów, 4 zbiórki i 5 asyst

Na Brooklynie wciąż do formy po kontuzji nie może dojść Russell. Kolejny wystep z ławki potencjalnie największego gwiazdora drużyny, i kolejny raz skromnie na poziomie 10 punktów. I choc duet Carroll – Dinwiddie robił co mógł, aby zatrzymać Rockets u siebie, to ostatecznie nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu. Rockets, którzy praktycznie nie przegrywają, kiedy na parkiet wybiega trio Harden, Paul, Capela, nie przegrało i tym razem. Chłopaki uzbierali łącznie 78 punktów, 22 zbiorki i 10 asyst, co z małym wsparciem pozostałych graczy drużyny wystarczyło, aby podbić Brooklyn na wyjeździe.

 

Milwaukee Bucks (30-23) 103 – 89 New York Knicks (23-32)

Kozak meczu: Giannis Antetokounmpo – 23 punktów, 11 zbiórki i 6 asyst

Z meczu pomiędzy Knicks vs Bucks wystarczy, że napiszę to, co napisałem około 6 nad ranem. „W sytuacji jaką robił milion razy, po kolejnym pięknym wsadzie w swojej pięknej karierze…upadł i już sam nie potrafił wstać. Niestety oficjalnie Porzingis podczas meczu z Bucks, zerwał wiązadło w lewym kolanie i opuści resztę sezonu. Brak mi słów, aby opisać smutek, jaki za tym idzie. Przeklęty sezon zbiera kolejne żniwo. Mam nadzieję, że ten niesamowicie utalentowany młody Wariat wróci szybko do zdrowia, czego mu cholernie mocno zycze! Smutno, naprawde smutno! „.

Dodam tylko, że ostatecznie Bucks wygrali w MSG z lekko zszokowanymi graczami gospodarzy. Ciężko się im dziwić, stracili młodego świetnego lidera na bardzo długi czas. Kto nie widział to warto wspomnieć ze podczas jednego z kontrataków, Giannis dosłownie przeskoczył Hardawayowi nad głową, co może zostać uznane za najlepszy dunk tego sezonu.

 

Washington Wizards (31-23) 102 – 115 Philadelphia 76ers (26-25)

Kozak meczu: Joel Embiid – 27 punktów, 12 zbiórki i 3 bloki

Smutne wieści dla naszego jedynaka w NBA napływają z Waszyngtonu. Podobno Wizards są zaangażowani w wymiankę, w której wymieniane jest nazwisko Marcina. Poza tym, Marcin oraz kilku innych graczy Wizards, wdało się w coraz dziwniejsze komentarze na temat drużyny w social media, co może świadczyć o nie najlepszej atmosferze w zespole. Na chwile obecna zostawimy to na inny reportaż, kiedy zobaczymy jak sprawy potoczą sie podczas najbliższych 48 godzin. Tymczasem Wizards gościli w Philly i właśnie tam zakończyła sie ich seria zwycięstw pod nieobecność Johna Walla. Cała pierwsza piątka gospodarzy z podwójna zdobyczą, i świetna pierwsza kwarta, która troche ustawiła ten mecz na późniejszym etapie. Głównym aktorem tego spotkania okazał się Embiid, który niestety nie dał pograć Marcinowi. Lider Philly na poziomie 27 punktów i 12 zbiorek, pewnie poprowadził młodych kolegów do zwycięstwa. 

 

Oklahoma City Thunder (31-24) 125 – 105 Golden State Warriors (41-13)

Kozak meczu: Paul George – 38 punktów, 5 zbiórki i 6 przechwytów

Mecze Thunder i Warriors to tak naprawdę takie małe pojedynki Westbrooka i Duranta, jeden chce udowodnić drugiemu, że jest lepszy. W tym meczu nie było inaczej, obydwaj panowie już w 1 kwarcie odpalili maszynę, Russell rzucając 21 punktów, zbierając 3 razy a asystując 4, Kevin 17 punktów i 3 zbiórki. Na samym początku spotkania kostkę skręcił Anthony, który podobno chciał powrócić na parkiet, ale ostatecznie już się na nim nie pojawił. Brak wsparcia ze strony Melo podziałał strasznie mobilizująco na zespół Oklahomy, a do walki właczył się rownież George. Wszyscy dobrze wiemy, że drużyna Wojowników to bardzo często team 3 kwarty, jednak nie w tym meczu. Mistrzowie NBA zostali całkowicie zdominowani przez duet West & PG13, a sposób, w który rozjechali obrońców tytułu naprawdę imponuje chyba każdemu! Dodam, że łącznie uzbierali 72 punkty, 14 zbiorek i 12 asyst!

Ich seria porażek nie mogła zakończyć się bardziej imponująco, niż to czego dokonali w Oakland. W szeregach Warriors tylko Durant dziś na swoim poziomie, 33 punkty. Cała reszta zespołu wyraźnie bez swojego rytmu w ataku.

 

Phoenix Suns (18-37) 93 – 112 Los Angeles Lakers (22-31)

Kozak meczu: Brandon Ingram – 26 punktów, 4 zbiórki i 5 asyst

W Los Angeles Lakers podejmowali osłabionych brakiem Bookera Suns. Po stronie gości, coraz lepsze wrażenie w ostatnich tygodniach robi kolejny debiutant, Josh Jackson, który regularnie podjeżdża pod poziom 20 punktów na mecz. Dziś po raz kolejny z solidnym double-double, 16 punktów, 10 zbiorek, co obrazuje jak mega mocny byl tegoroczny draft. Mimo tego faworytem tego spotkania byli Lakers, którzy ostatecznie nie zawiedli swoich kibicow pewnie i dosyć łatwo pokonując zespół z Arizony. Gwiazdą spotkania okazał się Ingram, ktory z linijką meczu 26 punktów, 4 zbiorek, 5 asyst, poprowadził młodych Lakers do kolejnego zwycięstwa.