Hej, hej, tu Buzzer NBA! Wrócił mały, wielki człowiek. 17 punktów w debiucie Isaiaha Thomasa

Portland Trail Blazers (19-18) 110-127 Cleveland Cavaliers (25-12)

Kozak meczu: Isaiah Thomas 17 punktów (19 minut)

Wychodziło proste równanie: Cavs są znakomici w ofensywie i beznadziejni w bronieniu, Blazers natomiast dobrze sobie radzą w defensywie, a nie umieją atakować. Trochę to się w tym meczu poplątało. Przez trzy kwarty Lillard z resztą zespołu byli wystarczająco zmotywowani i na tyle dysponowani, by toczyć wyrównaną walkę z kandydatami do walki w finale play-offs. Jusuf Nurkić momentami dystansował Love’a, CJ trafiał nawet bardzo trudne jumpshoty, Aminu atakował zza łuku (raz, bo potem wrócił do pudłowania). Na 2:30 przed końcem połowy dawało im to nawet 10-punktowe prowadzenie (56-46). Problemy przyszły wraz z trzecią kwartą, gdy wewnątrz łuku szalał LeBron James, a na zewnątrz nie dawał się zatrzymać Jae Crowder. Nadal jednak Blazers odgryzali się trójkami Lillarda i McColluma oraz akcjami pick-and-rollowymi. To w zupełności wystarczyło, by na 4 kwartę schodzić z ledwie 4-punktową stratą (87-91). Nie mogli jednak nic poradzić na Dwyane’a Wade’a. Drugi garnitur Blazers oprócz fatalnej końcówki zwyczajnie nie był mu w stanie sprostać. I Isaiahowi Thomasowi. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Cała ławka rezerwowych Portland zawiodła na maksa, zdobywając ledwie 25 punktów. Tymczasem sam Isaiah Thomas trafił ich 17, Wade 15, Green 10, Crowder 17, Korver 9. Okej, dla wyrównania JR Smith miał 6 punktów, Jose Calderon 0, co jednak nie jest przecież niczym zaskakującym, bo razem panowie oddali raptem 4 rzuty i trafili 2, więc taka była strategia. Tymczasem Portland z racji na swoją sytuację w starciu z najlepszymi musi liczyć na każdego.

Na koniec jeszcze o powrocie Isaiaha Thomasa. Co tu dużo gadać: był bardzo udany. Przepowiadanie na podstawie tak krótkiego epizodu jest szaleństwem, z tymże, gdybym miał się pokusić o ostrożną ocenę, to według mojej opinii Isaiah Thomas pasuje tutaj jak ulał. Gdybym miał prawo mówić więcej, to przy takim składzie z LeBronem, Wadem, Crowderem może dać więcej niż Kyrie Irving.

 

San Antonio Spurs (26-12) 100-91 New York Knicks (18-19)

Kozak meczu: LaMarcus Aldrige 29 punktów

Spurs nie zagrali wielkiego meczu. Zdystansowali Knicksów 18 punktami na przestrzeni dwóch kwart. To w zupełności wystarczyło, chociaż czwarta kwarta była koszmarna w ich wykonaniu: 4/20 z gry i zniżka do 40% z gry. Na szczęście dla nich dobra defensywa, granie na tablicach oraz rzuty wolne pozwoliły im wywieźć ważne zwycięstwo z MSG. Kibice trochę się nie popisali, wygwizdując i bucząc na argentyński fanów dopingujących Manu (Ginobili odpłacił się wtedy trójką i przechwytem). Manu też miał asystorzut.

Najwięcej punktów dla Srebrno-czarnych rzucił LaMarcus Aldridge (29 punktów), Kawhi z rekordowymi dla niego w tym sezonie 25 punktami. Ewidentnie widać trudności wdrożeniowe Leonarda. Znowu rozpoczął mecz od pudeł (0/5 za trzy), by przestawić się na atakowanie kosza, co od razu przyniosło wymierne korzyści.

W przypadku Knicks cała podstawowa piątka rzuciła między 10-13 punktów, a najwięcej rezerwowy Beasley z 18 oczkami. Sędziowie też jak zwykle się nie popisali. Gwizdali faul Bertansowi, gdy na łokieć O’Quinna pozostali niewzruszeni.

 

Atlanta Hawks (10-27) 103-104 Phoenix Suns (15-24)

Kozak meczu: Marquesse Chriss 17 punktów, 11 zbiórek, 2 bloki (1 kluczowy)

Atlanta miała Phoenix na widelcu, głównie dzięki dobrej grze defensywnej w trzeciej kwarcie Johna Collinsa oraz rzutom z dystansu Ersana Ilyasovy. (Trochę zamazali absurdalne rzuty Belinelliego z drugiej kwarty). Potem należało postawić kropkę nad i. Dennis Schroder sfrustrowany faulował, zagrał też kilka znakomitych podań, które nie przyniosły rezultatu. Tymczasem Suns postawili na wjazdy podkoszowe, łapanie fauli i mozolne odrabianie strat. Na 20 sekund przed końcem Schroder popełnił ofensywny faul przy stanie 101-99 dla Atlanty. Devin Booker trafił wszystkie 3 rzuty i Suns wyszli na prowadzenie.

Bazemore musiał znowu ratować się faulem, bo Marquesse Chriss fantastycznie zablokował Taureana Prince’a.

 

Charlotte Hornets (14-23) 131-111 Sacramento Kings (12-25)

Kozak meczu: Nicolas Batum 21 punktów, Dwight Howard 20 punktów, 8 zbiórek

Nie ma jak to sobie porzucać w Nowym Roku na wyjedzie z kumplami w Californii. Z takim wlasnie nastawieniem nowy rok otworzyli Hornets, którzy poszaleli bardzo zespołowo w Sacramento! Łącznie aż ośmioro Szerszeni z podwójna zdobyczą, wspólnie na poziomie ponad 50% z gry i blisko 50% za trzy! Mimo, że Charlotte przegrało wyraźnie tablice, to miało to mały wpływ na końcowy wynik, ponieważ wpadało im niemal wszystko.

Po stronie Kings też na luziku, w końcu dopiero co był Sylwester, na wyróżnienie zasługuje duet wysokich, nieśmiertelny Randolph, 24 punkty oraz młody utalentowany Labissiere.

 

Memphis Grizzlies (12-26) 105-113 Los Angeles Clippers (17-19)

Kozak meczu: Lou Williams 33 punkty

W LA kiedy szaleje z ławki Lou Williams, wtedy najczęściej Clippers wygrywają. Dzis mieliśmy podobny scenariusz, kiedy wlasnie to szalony Lou był najlepszym strzelcem w meczu przeciwko Grizzlies a jego 33 punkty pozwoliły Clippers odnieść 6 zwycięstwo w ostatnich 7 meczach!

Jeżeli ktoś miał nadzieje na tankowanie Clippers, to się musi pogodzić z tym ze drużyna Doca Riversa ma zamiar walczyć o play-offs do końca. Griffin powrócił w świetnej formie po kontuzji, Teodosic czuje  się coraz pewniej w NBA i Clippers gonią 8 na zachodzie Pelicans. Po stronie Grizzlies trochę gorsza forma w ostatnich dniach Marca Gasola, który razi nieskutecznością. Hiszpan zakończył pojedynek z Griffinem i Jordanem na poziomie 3 na 10 z gry, a mimo to ambitne Niedźwiadki walczyły o zwycięstwo do końca. Najlepszy w zespole Tyreke Evans uzbierał 18 punktów i bardzo ciekawi mnie jak potoczy się jego los, kiedy do pierwszej piątki powróci Conley.

Tak, dobrze przeczuwacie: Clippers wygrali wszystkie mecze od powrotu Blake’a Griffina. Lou Williams gra nieprawdopodobnie. To był już jego 9 razy z +30 punktami w sezonie. Dla przypomnienia tylko powiedzmy, że w poprzednim sezonie ten wyczyn udał mu się 11-krotnie w całym sezonie (5 razy w Houston i 6 razy w LAL).

POLECANE