Hej Hej tu Buzzer NBA!!! Poziom playoffs w Denver, nowy Tłok liderem przeciwko Grizzlies, Antek powstrzymany przez Leśne Wilki…

Memphis Grizzlies (18-33) 102 – 104 Detroit Pistons (24-26)

Kozak meczu: Blake Griffin – 24 punktów, 10 zbiórki i 5 asyst

W Detroit gorące przywitanie otrzymał dziś Blake Griiffin, bohater ostatnich dni, który dość nieoczekiwanie dla Nas wszystkich, zmienił otoczenie z Clippers na Pistons. Zdrowy Blake to świetny Blake. Griffin od pierwszych sekund chciał pokazać, że juz zapomniał LA, i że od dziś całe serce do walki przekazuje druzynie z Mo-Town. Nowy nabytek Pistons szalał od pierwszych sekund tego spotkania, będąc liderem zaangażowanym po obu stronach parkietu. Dosyc zabawna sytuacja miała miejsce z początkiem 3 kwarty, kiedy to Blake zapomniał nałożyć koszulke w momencie kiedy powinien pojawić sie na parkiecie. Wracając do meczu, emocje towarzyszyły nam do końca. Decydującym momentem okazała sie asysta Griffina do Tolivera, który sekundę pozniej odpalił, dokladnie 1:49 przed końcem. Po serii osobistych z obu stron, Grizliess mieli jeszcze szansę na zwyciestwo, jednak rzut rozpaczy Gasola z połowy boiska niecelny, a wiec Pistons mogli świętować, że udalo im sie wygrać w debiucie Griffina, ktory dziś na poziomie 24 punktów, 10 zbiorek, 5 asyst.

Toronto Raptors (34-16) 119 – 122 Washington Wizards (29-22)

Kozak meczu: Bradley Beal – 27 punktów, 6 zbiórki i 6 asyst

Do małej niespodzianki doszło dziś w Waszyngtonie, gdzie faworyzowani Raptors zmierzyli sie z Marcinem i jego Wizards. Gospodarze, osłabieni kontuzją swojego All Star Johna Walla, postawili bardzo mocny opór silnym Raptorom z północy i dzieki wyrównanej końcowce oraz zespołowej grze, wyszarpali zwyciestwo ze szponów Raptors. Bohaterem gości mógł zostać Lowry, który faulowany przez Beala, na 3 sukundy przed końcem, miał szansę, aby doprowadzić do dogrywki, ale nieoczekiwanie przestrzelił pierwszego z osobistych i to Wizards mogli świętować bardzo cenne zwyciestwo nad silniejszym rywalem. Główne skrzypce w szeregach Waszyngtonu grał dziś Bradley Beal, który liderował na poziomie 27 punktow. Nasz jedynak w NBA Marcin, na swoim poziomie 10 punktów i 7 zbiorek, a co cieszy, Gortat przebywał na parkiecie podczas decydujących sekund tego spotkania.

Milwaukee Bucks (27-23) 89 – 108 Minnesota Timberwolves (33-22)

Kozak meczu: Jimmy Butler – 28 punktów, 4 zbiórki i 6 asyst

W Minnesocie glównie druga kwarta, w której Wolves rozbili Bucks 15 punktami, pozwoliła na dosyć łatwe zwyciestwo przeciwko Antkowi i spółce z Milwaukee. Duecik All-Star gospodarzy dominował przez całe spotkanie, zdobywając łącznie 52 punkty. Bucks, ktorzy dziś zagrali bez Erica Bledsoe, wyraźnie nie mogli złapać rytmu w ataku, a myślami byli już chyba przy dzisiejszym spotkaniu z Knicks, podczas ktorego zadebiutuje po kontuzji Jabari Parker. 37 procent z gry nie mogło dziś wystarczyć na gospodarzy, którzy ostatecznie zatrzymali Antka na poziomie zaledwie 17 punktów, dzięki czemu latwo ograli Bucks.

Houston Rockets (37-13) 102 – 91 San Antonio Spurs (34-20)

Kozak meczu: James Harden – 28 punktów, 2 zbiórki i 11 asyst

San Antonio odwiedziły dzis Rakiety z Houston. Od początku spotkania narzucili oni gospodarzom swój styl gry, a Harden, Green i Anderson trafiali celnie z dystansu. Pierwsza ćwiartka zakonczyła się 27-14 dla przyjezdnych, co ustawiło dalszy przebieg spotkania. W sumie wpadło do kosza 14 trójek Houston, przy ledwie 6 zespołu Popa. Po ostatnim galaktycznym meczu dzis „Brodacz” z Teksasu na poziomie 28 punktów, 2 zbiórek i 11 asyst. Dzielnie wsparł go Capela z solidnym double-double i 5 blokami, a z ławki PJ Tucker. Ostrogi walczyły ambitnie do końca i w czwartej ćwiartce zbliżyły się na dystans 6 punktów, ale to było wszystko na co było ich stać tej nocy. W drużynie Popa wyróznić trzeba Danny Greena, 22 punkty, 6 zbiórek i 3 asysty, solidnie zagrał LaMarcus Aldridge. To okazało się jednak za mało na dobrze dysponowanych Rockets.

Oklahoma City Thunder (30-22) 124 – 127 Denver Nuggets (27-25)

Kozak meczu: Nikola Jokic – 29 punktów, 13 zbiórki i 14 asyst

W Pepsi Arena w Denver zapachniało dziś niespodzianką, kiedy w pierwszej połowie młodzież z Nuggets zdominowała doswiadczonych Thunder. Wychodziło im niemal wszystko, a solidne triple-double zanotował Jokic, na poziomie 29 punktów, 13 zbiórek i 14 asyst. Jokera wspierali Harris i Murray, a w pewnym momencie było już 20 punktów przewagi nad Oklahomą. Pomimo, że świetne zawody rozgrywał Paul George, słabszą skuteczność rzutów miał Westbrook i do końca trzeciej kwarty nic nie zapowiadało thrillera, jaki obejrzelismy w końcówce. Nuggets pewnie zmierzali po zwycięstwo, ale po wpuszczeniu graczy z ławki w czwartej ćwiartce cos się zatrzymało. Słabo grający rezerwowi gospodarzy pozwolili, by OKC „poczuło krew”, a sygnał do ataku dał Westbrook, który z dużą energią wszedł na boisko. Przyznam, że Russell w ostatnim miesiącu gra bardzo zespołowo i z wielkim zaangażowaniem dla drużyny, o czym swiadczyć może 21 asyst w tym meczu, do tego 20 punktów i 9 zbiórek. Bardzo dobrze rozumie się z Georgem i powoli ich współpraca zaczyna przypominać inne słynne duety z NBA. Przy aktywnym i skutecznym Westbrooku, świetnie zagrał ten fragment gry George i wydawało się, że niemal każda piłka, która trafiła w jego ręce zamieniała się na punkty dla zespołu. Skończył on to spotkanie z wynikiem 43 punkty, 5 zbiórek i 5 asyst. Oklahoma zdołała odrobić straty w czwartej kwarcie i nastąpiła widowiskowa wymiana ciosów. Po trójce Paula na 2.2 sekundy do końca widniał remis 124-124, a piłkę mieli gospodarze. Jokic podał w poprzek boiska do Harrisa, a ten rzucił trójeczkę – buzzer beatera ustalając wynik meczu. Niesamowite meczycho i zasłużone zwycięstwo tym razem dla Nuggets.